Jak trenujesz, tak będziesz walczyć – wywiad z shihan Jackiem Czerniec 5 dan

O pierwszych treningach, zwątpieniu, szacunku do starszych i reżimie treningowym shihan Jacek Czerniec opowiada w rozmowie z Piotrem Szafranem.

Wywiad odbył się przy okazji Seminarium w Dzierżoniowie 15.09.2012.

Karate Kyokushin
Jak trenujesz, tak będziesz walczyć

Pamięta pan, jak zaczął trenować karate?

Oczywiście. Na początku dowiedziałem się o karate z jakichś czasopism, chyba z „Żołnierza Polskiego”. Pochodzę z małej wioski, gdzie o żadnym trenowaniu nie mogło być mowy, więc musiałem zaczekać, aż pójdę do szkoły średniej. Gdy miałem 14 zdecydowałem się na szkołę w Lublinie, żeby móc trenować. Wcześniej sam sobie stworzyłem wyobrażenie, jak takie treningi wyglądają. To był czas, gdy nie miałem nawet pojęcia, jak wymówić nazwę Kyokushin.

Na początku trafiłem do innego klubu, gdzie trenowano inną sztukę walki. W ogóle nie spełniło to moich oczekiwań, ale gdy trafiłem do klubu Kyokushin, wiedziałem, że to jest to. Co zabawne, zakładałem że będę trenował przez jakieś dwa lata i to wystarczy.

A został pan na całe życie.

Właśnie.

Był jakiś okres zwątpienia w tym czasie?

Pamiętam, że kiedy miałem 5 kyu (żółty pas z zielonym pagonem – przyp. red.), uznałem że już wszystko umiem. To było po paru latach treningów. Myślałem wtedy, że znam karate, znam kata i umiem walczyć. Nie widziałem sensu dalszego trenowania. Później, jak wspominałem ten okres mojego życia, było mi za siebie wstyd, że w ogóle mogłem tak myśleć.

Wielu sportowców, nie tylko karateków, ma okresy zwątpienia i zniechęcenia. Co mógłby im pan poradzić, by umieli przetrwać ten trudny dla nich czas?

Takie kryzysy są związane z naszymi życiowymi zakrętami. Czasem jest to matura, początek studiów, założenie rodziny. Zawodnik robi przerwę, niby na chwilę, a później okazuje się, że bardzo trudno mu wrócić do regularnych treningów.

Najważniejsze w takich chwilach jest wsparcie od kolegów i instruktorów. Musimy sobie poukładać nasze życie. Jeśli naprawdę zaczyna brakować czasu, to z poziomu zawodnika możemy przecież przejść na ćwiczenie dla rekreacji dwa lub trzy razy w tygodniu. Chodzi o podtrzymanie tego, co robimy.

Można też znaleźć przykład kogoś, kto ma jeszcze trudniejszą sytuację, a mimo wszystko trenuje i daje z siebie wszystko. Mówi się przecież, że jeśli nie masz czasu, to powinieneś znaleźć sobie jeszcze jedno dodatkowe zajęcie, by nauczyć się nim dobrze gospodarować.

W trakcie seminarium mówił pan do najstarszych stopniem zawodników o odpowiedzialności, jaką ponoszą, jako posiadacze czarnych pasów. Czym ona jest?

Czarny pas w Kyokushin jest uznawany na całym świecie i darzony olbrzymim szacunkiem. W tym stylu karate poprzeczki ustawione są bardzo wysoko. Jeśli ktoś posiada czarny pas, to wiadomo, że musiał na niego ciężko pracować przynajmniej 8-10 lat.

Odpowiedzialność, o której mówiłem, to umiejętność przenoszenia doświadczeń z karate na życie codzienne. Uczymy się rozwiązywania problemów najprościej, jak się da. Jeśli przegapisz moment, kiedy problem w twoim życiu się pojawia, postanowisz go przeczekać, to on urośnie do wielkich rozmiarów. Tymczasem wystarczy zdusić go w zarodku. Jak w karate – kiedy jesteś atakowany, odpowiadasz natychmiast kontratakiem.

Na posiadaczach czarnych pasów spoczywa ogromna odpowiedzialność również dlatego, że są cały czas obserwowani przez młodszych zawodników, którzy stawiają ich sobie za wzór do naśladowania. Sensei może mieć swoje lata i nie być już tak sprawny, jak wtedy, gdy miał 20 lat, ale cały czas musi ciężko pracować i starać się.

Czym wyróżnia się Kyokushin na tle innych sztuk i sportów walki?

Kyokushin jest kultywowane przez pokolenia. Styl ten wyróżnia się bardzo rygorystycznym reżimem treningowym i prostą etykietą. Wszystkie zasady są z góry określone, a na całość składają się trzy elementy: kihon, kata i kumite (walka – przyp. red.). Dla wielu osób te proste, jasne zasady są swoistą enklawą w tym zwariowanym świecie. Zostawiamy nasze problemy za drzwiami dojo i trenujemy.

Podam przykład zawodnika z mojego klubu, który szykował się do habilitacji z filozofii. Miał ogrom pracy, a jednak trenował systematycznie i bardzo ciężko. Później powiedział mi, że gdyby nie te treningi, pewnie nie napisałby pracy. One pomogły mu zachować higienę umysłu.

Kyokushin uczy też nas uniwersalnych wartości. Nasz system stopni ma bezpośrednie przełożenie na życie codzienne – uczymy się szacunku do nauczycieli i osób starszych, szanujemy ich doświadczenie. Trenujemy po to, by być użyteczni dla tych, którzy potrzebują pomocy. Staraj się być silnym, by być użytecznym, bo w jaki sposób pomożesz komuś, kiedy nie będziesz w stanie go obronić?

Czego wymaga się od kogoś, kto bierze udział w zawodach?

Przede wszystkim bardzo wysokiego poziomu wytrzymałości i przygotowania technicznego. To nie jest styl, w którym po kilku miesiącach treningu można startować.

Kyokushin jest pierwszym po wojnie kontaktowym stylem karate. Przepisy na zawodach są tak określone, że wymuszają połączenie technik nożnych i ręcznych. Nie można np. tylko kopać przeciwnika licząc na punkt i natychmiast uciekać. Walka odbywa się tu w półdystansie. Dlatego od początku mówimy zawodnikom: „Jak będziesz trenować, tak później będziesz walczyć”.

Spotkał się pan dzisiaj nie tylko z młodymi zawodnikami, ale również z tymi, którzy trenują od lat i noszą czarne pasy. Czego oni oczekują po takim seminarium?

Starsi liczą najbardziej na inspirację, taki rodzaj doładowania wewnętrznych akumulatorów. Trudno, żebym uczył techniki kogoś, kto doskonale ją zna. To są ludzie, którzy spędzili w dojo całe lata i wiedzą, jak uderzać i kopać. Najczęściej szukają jednak natchnienia do dalszej pracy i taką wiedzę staram się im przekazać.

Karate-wywiad.

Shihan Jacek Czerniec w trakcie prezentowania przełożenia technik z kata na walkę